Enter your keyword

Pogórze Kaczawskie – Kraina Wygasłych Wulkanów

Pogórze Kaczawskie – Kraina Wygasłych Wulkanów

Pogórze Kaczawskie – Kraina Wygasłych Wulkanów

Każdego roku Koło Naukowe Geoturystyka organizuje wyjazd naukowo-turystyczny, którego celem jest poznanie atrakcji geoturystycznych odwiedzanych miejsc, a także nabycie umiejętności praktycznych związanych z organizacją, a następnie obsługą wyjazdów grupowych. I w tym roku tradycji stało się za dość. 10 maja 2019 roku, 14 członków Koła wraz z panią prof. Anną Waśkowską (w zastępstwie za dr Elżbietę Gałkę) wyruszyło na podbój Krainy Wygasłych Wulkanów. Wybór oczywiście nie był przypadkowy. Wszystko za sprawą naszej Kołowiczki – Ani Szreter, która Pogórze Kaczawskie zna jak własną kieszeń i to właśnie ona pokazała nam piękno Krainy Wygasłych Wulkanów podczas Konferencji Barbórkowej w 2017 roku. Pogórze Kaczawskie będące fragmentem Pogórza Zachodniosudeckiego okazało się być idealnym celem podróży dla Geoturystów! Urozmaicona rzeźba terenu związana z występującym tam w przeszłości wulkanizmem dzisiaj powoduje, że jest to jedno z ciekawszych miejsc na całym Dolnym Śląsku. W końcu, który Geoturtysta nie chciałby zobaczyć law poduszkowych, słupów bazaltowych czy neków wulkanicznych? A tam tego wszystkiego jest pod dostatkiem!

Nasza podróż rozpoczęła się 10 maja, kiedy o 5:45 zebraliśmy się pod Stadionem Cracovii, pomimo wczesnej pory wszystkim dopisywały humory. Dzień zapowiadał się pięknie, po wcześniejszych deszczach z nadzieją patrzyliśmy na błękitne niebo i wschodzące słońce. Z Krakowa wyruszyliśmy z lekkim opóźnieniem, nie przeszkadzało nam to jednak i bardzo szybko dotarliśmy do pierwszego punktu naszego wyjazdu. Zwiedzanie zaczęliśmy od Kościoła Pokoju w Świdnicy. Obiekt raczej nie geoturystyczny, niemniej jednak zasługujący na uwagę, ze względu na wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kościół na wszystkich zrobił ogromne wrażenie. Z audioprzewodnika, którego mogliśmy wysłuchać dowiedzieliśmy się, że kościół zbudowano z materiałów nietrwałych, czyli drewna, słomy oraz gliny,może on pomieścić 7500 osób, a w dodatku do połączenia drewnianych elementów nie wykorzystano ani jednego gwoździa! Dodatkowym smaczkiem w świdnickim Kościele Pokoju był piękny ołtarz, który sprawiał wrażenie wykonanego z marmuru. Nawet wprawne oko geoturystów nie dostrzegło, że to tylko drewno, które za sprawą malarza łudząco przypomina marmur.

Wydrążone korytarze w kompleksie Osówka.Wydrążone korytarze w kompleksie Osówka.

Kolejnym punktem na naszej trasie było Podziemne Miasto Osówka. I tym razem nie zabrakło wrażeń. Sama historia tego miejsca wprowadziła refleksyjny nastrój ze względu na to ile ludzi zginęło przy budowie potężnego Kompleksu Riese, a równocześnie wzbudziła w nas ciekawość związaną z licznymi tajemnicami dotyczącymi budowy, wielkości obiektu oraz jego nieznanego przeznaczenia. Dodatkowych wrażeń dostarczyło nam przejście trasy ekstremalnej. W całkowitej ciemności przeprawiliśmy się łodzią desantową na drugi koniec korytarza, a następnie po chwiejącym się moście łańcuchowym oraz licznych deskach umieszczonych bezpośrednio nad wodą pokonywaliśmy kolejne metry korytarzy podziemnego miasta nazistów. Po wyjściu ze sztolni przyszedł czas na pierwsze geoturystyczne aspekty naszego wyjazdu. Cały kompleks wykuty jest bowiem przez więźniów w gnejsowych skałach Gór Sowich. Geologię tego obszaru przybliżyła nam nieco prof. Anna Waśkowska.

Jeziorko Purpurowe w Rudawach Janowickich.

Jeziorko Purpurowe w Rudawach Janowickich.

Wyjeżdżaliśmy z Osówki w deszczu, co wprawiało nas w lekkie przerażenie, ponieważ zmierzaliśmy do Rudaw Janowickich, aby zobaczyć kolorowe jeziorka. Na szczęście z każdym kolejnym kilometrem, który pokonywaliśmy padało coraz mniej, a po dotarciu na parking we wsi Wieściszowice ponownie mogliśmy się cieszyć pięknym słońcem. Zwartą grupą wyszliśmy na szlak i już po kilku minutach dotarliśmy do pierwszego jeziorka. Od naszej koleżanki Emilki Strzeduły dowiedzieliśmy się, że zabarwienie jeziorek związane jest z kopalnią pirytu, która znajdowała się dawniej w tym miejscu. Obecnie jeziorka znajdują się w dawnych wyrobiskach, a skład chemiczny otaczających je skał wpływa na zabarwienie wody. Nie mogliśmy dojść do porozumienia, które jeziorko jest najładniejsze – żółte, purpurowe, błękitne czy zielone. Każde z nich zyskało swojego miłośnika i każde zostało bardzo dokładnie sfotografowane, a wraz z jeziorkami nieśmiało do zdjęć pozowali nasi Kołowicze.

Jezioro Błękitne w Rudawach Janowickich.

Jezioro Błękitne w Rudawach Janowickich.

Szlak który pokonywaliśmy prowadził na szczyt Wielkiej Kopy – najwyższego szczytu wschodniej części Rudaw Janowickich. Wysoki na 871 m n.p.m. miał być wspaniałym punktem widokowym, jednak po wyjściu na szczyt okazało się, że piękna panorama na okoliczne pasma górskie jest zasłonięta przez drzewa. Z lekkim niedosytem zaczęliśmy schodzić w dół szlaku. To był ostatni punkt pierwszego dnia naszego wyjazdu, po którym udaliśmy się do niewielkiej wsi Bukowiec, gdzie mieliśmy spędzić noc. Po drodze naszym oczom ukazała się piękna panorama Karkonoszy wraz z królującą nad nimi Śnieżką, ten widok całkowicie wynagrodził nam brak panoramy ze szczytu Wielkiej Kopy. Wieczorem dzięki Dominice Andrejko, Paulinie Czoch i Michalinie Krzemień mogliśmy spędzić razem czas przy dźwiękach gitar i wspólnym śpiewaniu.

Kołowicze byli bardzo zdyscyplinowani, dlatego drugiego dnia zgodnie z planem o 8.15 opuściliśmy miejsce zakwaterowania i udaliśmy się w końcu do głównego celu naszego wyjazdu, czyli Krainy Wygasłych Wulkanów. Po drodze Michalina przybliżyła nam nieco ten obszar prowadząc profesjonalny pilotaż w autobusie. Pierwszym punktem jaki odwiedziliśmy była Sudecka Zagroda Edukacyjna. Obiekt na tyle niepozorny i niewyróżniający się pomiędzy budynkami, że nie zauważyliśmy go i przejechaliśmy. Na szczęście w porę zapytaliśmy o jego lokalizacje napotkaną mieszkankę Dobkowa i cofnęliśmy się. Sudecka Zagroda Edukacyjna jest nowoczesnym centrum edukacyjnym, które ma na celu przybliżenie historii geologicznej Gór i Pogórza Kaczawskiego. Jako geoturyści, mogliśmy ocenić jak działa Zagroda i czy treści tam przekazywane są łatwe do przyswojenia dla przeciętnego turysty. Na plus wszyscy ocenili nowoczesną infrastrukturę i ciekawy sposób przedstawienia tematu wulkanizmu. Po zwiedzaniu centrum edukacyjnego udaliśmy na krótki spacer po Dobkowie. Drogą pomiędzy domostwami wyszliśmy na niewielkie wzniesie, gdzie stała tablica przedstawiająca Trzy Okresy Wulkanizmu na tych terenach. Idealnym uzupełnieniem tablicy była wspaniała panorama, w której doskonale widoczne były poszczególne szczyty wulkaniczne, między innymi Ostrzyca, Wzgórza Sokołowskie oraz Okole. W tym miejscu znowu jako zawodowi geoturyści nie mogliśmy nie porozmawiać o tablicy geoturystycznej, jej umiejscowieniu oraz wpływie na turystykę.

pogorze-kaczawskie-19

Sudecka Zagroda Edukacyjna i modele różnych typów wulkanów.

pogorze-kaczawskie-23Z Dobkowa wyruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami roztaczała się perspektywa zobaczenia Małych Organów Myśliborskich jak i Wąwozu Myśliborskiego z lawami poduszkowymi. Niestety los jak zwykle spłatał nam figla. Około 3 kilometry przed parkingiem zatrzymała nas straż pożarna. Okazało się, że w ten dzień odbywa się wyścig kolarski, w związku z czym droga prowadząca do Myśliborza jest zamknięta. Od strażaków dowiedzieliśmy się, że po około 15 minutach ruch będzie wznowiony, jednak obiecane 15 minut zmieniło się w prawie godzinę. Po dotarciu na parking szybko udaliśmy się pod Małe Ograny Myśliborskie. Wiedzieliśmy już, że tego dnia nie zobaczymy kolejnego punktu terenowego, którym miały być Organy Wielisławskie, więc Klaudia Tylus opowiedziała nam o Organach Wielisławskich  w tym miejscu, a pani prof. Waśkowska dopowiedziała jakie są różnice pomiędzy genezą Organów Myśliborskich a  Wielisławskich. Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji i pod Organami, wszyscy ubrani w nasze ulubione koszulki kołowe zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, po czym szybko udaliśmy się do Wąwozu Myśliborskiego. W dnie potoku płynącego wąwozem szukaliśmy law poduszkowych, które swoją wielkością i okrągłym kształtem zaskoczyły dziewczyny z zarządu koła.

W końcu nadszedł najbardziej wyczekiwany przez wszystkich punkt wyjazdu – warsztaty geologiczne z poszukiwania agatów. O 15 spotkaliśmy się w Nowym Kościele z panem Piotrem Sarulem, który najpierw pokazał nam swoją pracownię, a następnie zabrał nas na poszukiwanie agatów. Nikt do końca nie wiedział jak to będzie wyglądało, co jeszcze bardziej pobudzało naszą ciekawość. Pan Piotr zabrał nas do lasu i najpierw bardzo długo szliśmy wzdłuż płynącego potoku. Po pewnym czasie doszliśmy na miejsce, gdzie mieliśmy szukać upragnionych agatów, wtedy rozdał nam narzędzia – kopaczki ogrodowe i pozwolił grzebać w ziemi ile dusza zapragnie. Historia lubi zataczać koło, kiedy byliśmy dziećmi bawiliśmy się w piaskownicy, jako dorośli ludzie, studenci Geoturystyki na AGH, grzebaliśmy w ziemi, żeby znaleźć kilka agatów. Pani Prezes – Dominika najbardziej wczuła się w poszukiwania i nie przeszkadzał jej nawet brak odpowiednich narzędzi, po chwili znalazła dość pokaźnych rozmiarów gałąź, którą przetrząsała wyrobisko. Poszukiwania trwały około godzinę, w tym czasie każdy znalazł mniejszą lub większą ilość kamieni, z których nawet 1/3 nie była agatami, na szczęście pan Piotr od razu odrzucał, te które nie miały potencjału. Po powrocie do jego pracowni przyszła pora na rozcinanie naszych skarbów. Wiele z nich okazało się być pięknymi agatami, przyprawiając o dumę świeżo upieczonego posiadacza takiego agatu.

pogorze-kaczawskie-27

Poszukiwania agatów z panem Piotrem.

Drugi dzień był dla nas bardzo intensywny, pomimo niewielkiej redukcji programu każdy był zadowolony. Najbardziej wszyscy chwalili warsztaty poszukiwawcze i jeszcze długo wszyscy porównywali swoje znaleziska. Po dotarciu na nocleg w Złotoryi, kołowicze udali się na krótki spacer po miasteczku, które zachwyciło swym urokliwym klimatem i pięknymi kamieniczkami. Wieczorem ponownie postawiliśmy na integrację. Rozmowom nie było końca.

Trzeci dzień przywitał nas intensywnym deszczem, jednak podjęliśmy próbę zobaczenia jednego z dwóch punktów terenowych przewidzianych w programie. Po wykwaterowaniu z noclegu udaliśmy się w okolice Rezerwatu Wilcza Góra w Złotoryi. Na szczęście każdy zaopatrzył się w pelerynę i kurtkę przeciwdeszczową, więc wyruszyliśmy w trasę, aby ujrzeć jedyną w Polsce różę bazaltową. Ze względu na deszcz, trasa była bardzo trudna do przejścia, pomimo błota i słabego oznakowania szliśmy jednak przed siebie. Po pewnym czasie naszym oczom ukazał się szczyt Wilczej Góry wraz z koncentrycznie ułożonymi słupami bazaltowymi, nazywanymi różą. W zdziwienie wprowadził nas fakt, że Wilcza Góra z jednej strony jest rezerwatem, a z drugiej czynnym kamieniołomem. Mamy jednak nadzieję, że ze względu na wydobycie bazaltu, nie utracimy jedynej w Polsce róży bazaltowej.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Przemoczeni i zmarznięci wróciliśmy do autobusu i pojechaliśmy do kolejnego punktu naszej wycieczki. Wydawałoby się, że Zamek Grodziec nie ma nic wspólnego z geologią, czyli głównym motywem naszego wyjazdu. Nic bardziej mylnego! Zlokalizowany na bazaltowym wzgórzu, będącym nekiem wulkanicznym już z daleka wzbudził ciekawość Kołowiczów. Dodatkową ciekawostką był materiał użyty do budowy zamku, oczywiście jak można się spodziewać był to bazalt, stąd mury zamku mają charakterystyczną czarną barwę. Ze wzgórza i wieży widokowej zamku rozpościera się panorama na Góry Kaczawskie, a przy dobrej widoczności nawet na Karkonosze. Niestety zabrakło nam szczęścia i wzgórza spowite były mgłą i chmurami deszczowymi.

Ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe podjęliśmy decyzję, że rezygnujemy z wyjścia na Ostrzycę i wracamy do Krakowa. Paulina opowiedziała nam w autobusie kilka ciekawostek o Ostrzycy. Nie udało nam się  zdobyć Ostrzycy, ale za to mamy dobry pretekst aby wrócić na Pogórze Kaczawskie. Są to piękne tereny, nie do końca jeszcze znane przez turystów, w związku z czym zachęcają do odwiedzin. Dodatkowym atutem jest ogromny potencjał geoturystyczny Krainy Wygasłych Wulkanów, który dla nas geoturystów jest szczególnie cennym aspektem przy wyborze miejsc naszych podróży.

Bo Geoturystą się jest w każdej chwili. :)

Bo Geoturystą jest się w każdej chwili. :)

Wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak było i tym razem. Jak zawsze kołowy wyjazd dał nam możliwość poznania nowych miejsc, historii, geologii, zagospodarowania geoturystycznego obiektów, a przede wszystkim sprawdzenia się w roli organizatorów wycieczki, pilotów i przewodników. Jak zawsze Kołowicze spisali się na medal i wszystkie tematy pilotażowe były przygotowane na najwyższym poziomie. Ze smutkiem żegnaliśmy się po wyjściu z autobusu w Krakowie, wiemy jednak, że na pewno to nie był ostatni nasz wspólny wyjazd. Pozostaje więc tradycyjne pytanie, gdzie pojedziemy za rok…?

Autor: Katarzyna Wierzba
Zdjęcia: Dominika Andrejko, Mariusz Fleszar, Szymon Bolek, Katarzyna Wierzba

Galeria Zdjęć